Wierzyliśmy jak nikt

Autorka: Rebecca Makkai

Przekład: Sebastian Musielak

Dane podstawowe

  • Data premiery: 2020-04-15
  • Rok wydania: 2020
  • Liczba stron: 624
  • ISBN: 9788366517585

Opis książki Wierzyliśmy jak nikt

Epicka powieść o przyjaźni i odkupieniu w obliczu tragedii, finalistka nagrody Pulitzera oraz National Book Award, a przy tym jedna z najważniejszych książek ostatnich lat wg „New York Timesa”, „The Washington Post” i „Entertainment Weekly”.
W 1985 roku młody Yale Tishman, dyrektor rozwoju chicagowskiej galerii sztuki, zamierza namieszać w środowisku amerykańskiej bohemy, wprowadzając na wystawę zbiór nadzwyczaj udanych obrazów z lat 20. Jego kariera zdaje się kwitnąć, ale wokół AIDS zbiera okrutne żniwo – przyjaciele Yale’a jeden po drugim umierają i wkrótce zostaje on niemal zupełnie sam.
Trzydzieści lat później Fiona, przyjaciółka Yale’a, próbuje odnaleźć w Paryżu swoją zaginioną córkę. Zatrzymuje się na pewien czas u starego przyjaciela, znanego fotografa, który przed laty uwiecznił chicagowską epidemię. Z czasem kobieta zdaje sobie sprawę, w jak wielkim stopniu wydarzenia sprzed lat mogą ukształtować nas samych i nasze relacje z najbliższymi.
Losy Yale’a i Fiony przeplatają się na przestrzeni lat, zabierając tym samym czytelników w rozdzierającą podróż przez lata osiemdziesiąte aż po chaos czasów współczesnych.

„Porywająca opowieść... Nie oderwiecie się od tej książki”.

Michael Cunningham

„Wciąga i urzeka”.

Tea Obreht

O autorce

Dane szczegółowe

Data premiery: 2020-04-15
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 624
ISBN: 9788366517585

Opinie o książce Wierzyliśmy jak nikt, Rebecca Makkai

5

niepoczytalna.pl

17.05.2022

Spacer po mieście duchów Za niezwykle wartością uznaję literaturę, która oprócz ciekawego pomysłu i dobrego stylu potrafi w nienachalny sposób przedstawiać
rozmaite problemy społeczne i konkretne wycinki historii. Rebecca Makkai pod płaszczem opowieści o grupie przyjaciół, która stanęła w obliczu śmiertelnej choroby, dała czytelnikowi możliwość poznania codzienności i realiów życia homoseksualistów w Stanach Zjednoczonych w czasie epidemii AIDS. Wierzyliśmy jak nikt jest powieścią, w której równowagę w narracji autorka dociągnęła do perfekcji. Makkai nie idealizuje środowiska gejów. Nie stworzyła ckliwego love story dla homoseksualistów. Zachowania bohaterów, ich wybory, często są nieodpowiedzialne, język, którym opisują swoje życie intymne najczęściej jest dość wulgarny – co bywa irytujące. Czy była to grupa, która żyła ryzykownie? Tak, ale konsekwencje jakie ją za to spotkały były niewspółmierne do popełnionych czynów. Autorka chciała oddać Boystown tak realistycznie, jak to tylko możliwe i – chwała jej za to – zrobiła to idealnie. Siła tej powieści nie tkwi w wielkich wydarzeniach. Przejawy wykluczenia i nietolerancji często są bardziej uderzające w pozornie błahych, chyłkiem przemyconych zdaniach niż w jawnych aktach dyskryminacji. Pobicia, wyzwiska na ulicy, horrendalne ceny leków dla chorych na AIDS, obojętność rządu na sytuację chorych to jedno – zbyt ogólne, bezosobowe. Kanapki podane na stypie, których nikt nie chce jeść, ojciec sprzątający mieszkanie syna w rękawiczkach w obawie przed zarażeniem – obok tego trudno przejąć obojętnie. Wierzyliśmy jak nikt jest dopracowane w najmniejszych szczegółach – konstrukcji bohaterów, dwutorowej fabule i przedstawieniu problemu. To poruszająca i niezwykle smutna opowieść o miłości i przyjaźni, ale również samotności w obliczu śmiertelnej choroby, która zamienia Chicago w miasto duchów. Choć początkowo możemy mieć wrażenie, że ślizgamy się po powierzchni problemu, nie od razu udaje nam się w pełni wejść w fabułę, to – nie wiadomo kiedy – trafiamy w centrum wydarzeń, dzieląc z bohaterami przerażenie, bezsilność, żal za tym, co już nigdy nie będzie ich udziałem. Wiemy, czego możemy się spodziewać, poznajemy różne ludzkie historie, dramaty, a jednak do samego końca nie tracimy nadziei.
5

PR

10.05.2022

W „Wierzyliśmy jak nikt” Rebeki Makkai poznajemy historię z dwóch perspektyw: Yale’a z 1985 roku w Chicago, który żyje w
czasach epidemii AIDS i musi patrzeć na kolejne śmierci swoich przyjaciół, oraz z perspektywy Fiony, przyjaciółki Yale’a, która w 2015 roku wyjeżdża do Paryża, żeby odnaleźć swoją córkę. Czytałam tę książkę równy miesiąc, ale nie dlatego że mi się dłużyła, tylko delektowałam się każdym zdaniem i chciałam, żeby nigdy się nie skończyła, bo niesamowicie zżyłam się z bohaterami. To była wspaniała, przejmująca historia, która wzbudziła we mnie mnóstwo emocji. Jest bardzo rozbudowana i dobrze przemyślana - perspektywy łączą się ze sobą i zazębiają, ale nie odczuwałam przy tym żadnego chaosu. Wszystko było zrozumiałe i miało sens, choć czasami należało być uważnym i czytać między wierszami. „Wierzyliśmy jak nikt” wywarło na mnie ogromne wrażenie i bardzo poruszyło. Jest to smutna opowieść o cierpieniu i kolejnych pożegnaniach, radzeniu sobie z chorobą i stratą, o epidemii AIDS, ale i o samotności, wyobcowaniu i byciu nierozumianym. Niewiele się tu dzieje fabularnie, za to dużo w sferze emocjonalnej. Zachwyciła mnie ta historia i zajęła szczególne miejsce w moim sercu! Jak dla mnie jest to rewelacyjna, ponadczasowa historia, zdecydowanie warta uwagi. Z całego serca polecam i mam nadzieję, że sięgnie po nią jak najwięcej osób!
4

zuzanna michalec

10.05.2022

Lektura pełna emocji i życia. Realistycznie przedstawieni bohaterowie; do których można mieć różny stosunek tak jak do ich wyborów życiowych;
dzięki czemu zyskuje w moich oczach brakiem przerysowania i prze-kolorowania. Obfituje w rollercoastery emocjonalne, dlatego powinno być się na nie gotowy!
5

Dorota

10.05.2022

Oto przed Wami historia, obok której nie będziecie w stanie przejść obojętnie. Która chwyci bezlitośnie za gardło i serce i
nie wypuści aż do końca. Historia pełna cierpienia, a jednocześnie nieopisanego ciepła. Historia o miłości, przyjaźni, więziach i stracie. Historia, która zaczyna się pogrzebem. Nico nie żyje. AIDS wyniszczyło jego organizm bezlitośnie, pozostawiając w żałobie jego najbliższych – siostrę Fionę, partnera Richarda oraz jego przyjaciół – Yale’a, Charliego, Terrence’a i Teddy’ego. Jest rok 1985 i świat nie zna żadnego skutecznego leku na AIDS, zbierające śmiertelne żniwo szczególnie wśród społeczności LGBT. Aby uniknąć zarażenia, kluczowa staje się odpowiedzialność i szczerość między partnerami. W takich oto okolicznościach będziemy towarzyszyć Yale’owi w barwnych latach ’80-tych, przeżywając wraz z nim radości i smutki, ciesząc się jego szczęściem, które dzieli z ukochanym Charliem, ekscytując jego pracą w galerii sztuki oraz wraz z nim martwiąc się o mniej rozważnych przyjaciół, którzy wolą cieszyć się życiem, nie zważając na konsekwencje. Jednocześnie historię Yale’a przecinają rodziały, których akcja toczy się wiele lat później w Europie. Dojrzała już Fionapodąża śladami swej jedynej córki, robiąc co w jej mocy by ją odnaleźć i odbudować rodzinną relację, natrafiając jednocześnie na okruchy swojego dawnego życia w Chicago. Tym samym w trakcie lektury powoli odkrywamy losy paczki przyjaciół zarówno w chwili, gdy są młodzi i pełni radości życia, jak i po wielu latach we wspomnieniach Fiony. Być może po tym krótkim opisie uznacie, że to historia smutna i gorzka – wszak przez całą opowieść, od pierwszej strony, ciąży nad nami widmo AIDS. Choroby okrutnej, dla której nie ma w tym czasie żadnej skutecznej terapii, której diagnoza stanowi nieodwracalny wyrok śmierci. A jednak szybko przekonacie się, że tak naprawdę przez całą książkę przelewa się masa ciepła i czułości. To w ogromnej mierze zasługa niesamowitego stylu Rebecci Makkai, który w sposób mistrzowski przełożył Sebastian Musielak, nie tracąc przy tym nic z atmosfery powieści. Bohaterowie nawet w obliczu śmierci przyjaciela, starają się nie tracić chęci życia i pogody ducha, cenią każdą chwilę i nie tracą nadziei. To jedna z tych książek, których nie chce się kończyć. W których chcemy towarzyszyć bohaterom i być przy nich jak najdłużej. I chcemy wierzyć wraz z nimi, że miłość i szczerość zwyciężą, że już wkrótce powstanie skuteczna terapia i że nikt więcej nie będzie musiał patrzeć, jak w cierpieniu odchodzą ich najbliżsi. Nie sposób nie zauważyć, że autorka porusza całą gamę niezwykle trudnych tematów. Począwszy od samej epidemii AIDS, choroby wstydliwej i stygmatyzującej, zamykającej nierzadko drogę do hospitalizacji, poprzez intensywny coming out środowiska LGBT – pełen radości z wolności, ale też nierzadko walki z uprzedzeniami, aż po problem ludzkiej słabości, odpowiedzialności za ukochanych, konsekwencji każdego czynu, a także siły, której potrzeba by towarzyszyć najbliższym w ostatnich chwilach. Ten ogrom tematów, przy których będziemy zatrzymywać się co chwilę w trakcie lektury sprawia, że jest ona tak realistyczna i prawdziwa. Tu nic nie jest sztuczne i nic nie jest udawane. Rebekka Makai nie ocenia, nie moralizuje, nie pisze górnolotnych frazesów. To łatwa w odbiorze opowieść bez zadęcia, ot zwykła historia o życiu. I dlatego właśnie „Wierzyliśmy jak nikt” potrafi tak bardzo poruszyć. Kreacja bohaterów tylko dopełnia całokształtu książki – są prawdziwi, ludzcy, z krwi i kości. Każdy z nich jest na swój sposób wyjątkowy, każdy ma swoje marzenia i plany, swoje życie i swoje tajemnice. I choć wydaje nam się, że znamy każdego na wylot – wciąż będą potrafili nas zaskoczyć. Makkai przywiązuje nas do nich jak do własnych przyjaciół i sprawia, że będziemy się na nich złościć za głupoty, które robią oraz trzymać za nich kciuki w trudnych chwilach. „Wierzyliśmy jak nikt” to książka, która zostanie z Wami na długo po jej zamknięciu. Prawdziwa, piękna i wzruszająca. Książka, którą wielokrotnie odkładałam tylko po to, żeby móc ją w spokoju przemyśleć. Pełna czułości i nadziei. I w każdym calu warta przeczytania.
5

MM

17.11.2021

Książka, o której jakiś czas temu było dość głośno. I jak to z takimi tytułami bywa podchodzę do nich z
rezerwą, nie wiedząc na ile jest to rozdmuchane przez dobry marketing, a na ile świadczy o wartości lektury. Tym razem, pomimo że chwilę trwało zanim zatopiłam się w tej historii to dałam się jej ponieść. Opowieść ma dwa plany czasowe. Bohaterów poznajemy w latach osiemdziesiątych. Są nimi młodzi mężczyźni, którzy cieszą się życiem w dużym mieście, gdzie przyzwolenie na bycie homoseksualistą jest nieco wyższe niż na amerykańskiej prowincji. Niestety „złoty okres’ dla tych chłopaków kończy się wraz z pierwszymi ofiarami AIDS. Yale Tishman, bo to on nam „opowiada” swoją historię, to młody dyrektor rozwoju chicagowskiej galerii sztuki. Jest w stałym związku i test, który wykonuje z partnerem, pozwala mu spojrzeć w przyszłość optymistycznie. Nieco mniej radośnie jest dookoła. AIDS zbiera solidne żniwa. To powieść o straconym pokoleniu. Autorka z dużą wrażliwością, z pewną nostalgią pisze o tym co się wydarzyło te kilkadziesiąt lat temu. Główny bohater jest ciepłym, ufnym mężczyzną. Na skutek rekomendacji swojej przyjaciółki poznaje staruszkę, która jest właścicielką niecodziennej kolekcji sztuki. Warunkiem przekazania jej do galerii uniwersyteckiej jest wyeksponowanie najmniej atrakcyjnych prac, których autorem jest bliski jej człowiek. Razem z Norą przenosimy się do lat dwudziestych, gdzie obracamy się wśród paryskiej cyganerii. Autorka porównuje dwa pokolenia, to z lat dwudziestych przetrzebione przez wojnę i hiszpankę i to z lat osiemdziesiątych dotknięte HIV. Paralela nie jest nieuzasadniona. Niestety nieco słabiej wypadł wątek współczesny. Ponownie przenosimy się do Paryża, dzieje się to w trakcie ataków terrorystycznych w tym mieście. Tym razem naszym „przewodnikiem” jest Fiona, która poszukuje swojej córki. Zatrzymuje się u swojego przyjaciela z czasów młodości. To i jej „śledztwo” wyzwala falę wspomnień. W tej części opowieść jest nieco rozedrgana, odniosłam wrażenie jakby autorka chciała dopełnić ją historiami trochę bardziej „skrojonymi” na masowego odbiorcę i wypełnić problemami nieco bardziej uniwersalnymi niż w retrospekcjach. Tylko, że ja jestem zauroczona właśnie historią Yala, która niesie moim zdaniem ponadczasowe przesłanie. Losy tego mężczyzny to biografia samotnego dziecka i „osobnego” dorosłego. Orientacja seksualna głównego bohatera ma znaczenie, bo żyje on w takim środowisku i w takim momencie, że determinuje to życiorysy tych młodych ludzi. Yale jest jednak pięknym człowiekiem i to jest na pierwszym planie tej powieści. Ważna lektura, oswajająca, uświadamiająca i wzruszająca. Makkai Rebecca. Wierzyliśmy jak nikt. Wydawnictwo Poznańskie, 2020 Tłumaczenie: Sebastian Musielak
5

MM

17.11.2021

Książka, o której jakiś czas temu było dość głośno. I jak to z takimi tytułami bywa podchodzę do nich z
rezerwą, nie wiedząc na ile jest to rozdmuchane przez dobry marketing, a na ile świadczy o wartości lektury. Tym razem, pomimo że chwilę trwało zanim zatopiłam się w tej historii to dałam się jej ponieść. Opowieść ma dwa plany czasowe. Bohaterów poznajemy w latach osiemdziesiątych. Są nimi młodzi mężczyźni, którzy cieszą się życiem w dużym mieście, gdzie przyzwolenie na bycie homoseksualistą jest nieco wyższe niż na amerykańskiej prowincji. Niestety „złoty okres’ dla tych chłopaków kończy się wraz z pierwszymi ofiarami AIDS. Yale Tishman, bo to on nam „opowiada” swoją historię, to młody dyrektor rozwoju chicagowskiej galerii sztuki. Jest w stałym związku i test, który wykonuje z partnerem, pozwala mu spojrzeć w przyszłość optymistycznie. Nieco mniej radośnie jest dookoła. AIDS zbiera solidne żniwa. To powieść o straconym pokoleniu. Autorka z dużą wrażliwością, z pewną nostalgią pisze o tym co się wydarzyło te kilkadziesiąt lat temu. Główny bohater jest ciepłym, ufnym mężczyzną. Na skutek rekomendacji swojej przyjaciółki poznaje staruszkę, która jest właścicielką niecodziennej kolekcji sztuki. Warunkiem przekazania jej do galerii uniwersyteckiej jest wyeksponowanie najmniej atrakcyjnych prac, których autorem jest bliski jej człowiek. Razem z Norą przenosimy się do lat dwudziestych, gdzie obracamy się wśród paryskiej cyganerii. Autorka porównuje dwa pokolenia, to z lat dwudziestych przetrzebione przez wojnę i hiszpankę i to z lat osiemdziesiątych dotknięte HIV. Paralela nie jest nieuzasadniona. Niestety nieco słabiej wypadł wątek współczesny. Ponownie przenosimy się do Paryża, dzieje się to w trakcie ataków terrorystycznych w tym mieście. Tym razem naszym „przewodnikiem” jest Fiona, która poszukuje swojej córki. Zatrzymuje się u swojego przyjaciela z czasów młodości. To i jej „śledztwo” wyzwala falę wspomnień. W tej części opowieść jest nieco rozedrgana, odniosłam wrażenie jakby autorka chciała dopełnić ją historiami trochę bardziej „skrojonymi” na masowego odbiorcę i wypełnić problemami nieco bardziej uniwersalnymi niż w retrospekcjach. Tylko, że ja jestem zauroczona właśnie historią Yala, która niesie moim zdaniem ponadczasowe przesłanie. Losy tego mężczyzny to biografia samotnego dziecka i „osobnego” dorosłego. Orientacja seksualna głównego bohatera ma znaczenie, bo żyje on w takim środowisku i w takim momencie, że determinuje to życiorysy tych młodych ludzi. Yale jest jednak pięknym człowiekiem i to jest na pierwszym planie tej powieści. Ważna lektura, oswajająca, uświadamiająca i wzruszająca. Makkai Rebecca. Wierzyliśmy jak nikt. Wydawnictwo Poznańskie, 2020 Tłumaczenie: Sebastian Musielak
5

Patrycja Dominiczak

16.10.2020

Kiedy kryzys AIDS zaczyna niszczyć zwartą społeczność homoseksualistów w dzielnicy Boystown w Chicago w połowie lat 80. XX wieku, Yale
Tishman i Fiona Marcus są już czymś w rodzaju rodziny. Yale, dyrektor ds. rozwoju w lokalnej galerii, jest na skraju zabezpieczenia kolekcji sztuki dzięki uprzejmości ciotki Fiony, Nory. Zręcznie łącząc historie Yale’a, Nory i Fiony, Makkai znajduje zaskakujący rezonans w czasie i doświadczeniu, oferując komentarz na temat ceny pamięci i roli sztuki w zabezpieczaniu spuścizny zagrożonej zaginięciem. . "Wierzyliśmy jak nikt”, o ile mi wiadomo, to jedna z pierwszych powieści kronikujących epidemię AIDS od jej początkowego wybuchu do chwili obecnej. Przekazuje grozę i tragedię z pierwszych lat epidemii, jej bieg i konsekwencje na przestrzeni dziesięcioleci. Makkai umieszcza epidemię w perspektywie historycznej, nie dystansując jej ani nie wybielając jej okropności. Książka ta stanowi swego rodzaju odpowiedź na pytanie dotyczące żywych i umarłych. Nie wystarczy bowiem pamiętać, że zginęły młode ofiary wojen i chorób. Musimy także pamiętać, że żyli. Życiem radości i pasji oraz prawdziwej, nieskażonej miłości. Musimy czytać ich historie i dzielić się nimi z innymi. Dobre powieści trzymają się nas dzięki sile swoich pomysłowych fabuł lub pięknego pisania, ale najlepsze powieści sprawiają, że czujemy się tak, jakbyśmy zdobyli nowego przyjaciela, który pozostanie z nami do końca życia. Makkai tego dokonała, ponieważ ta przepiękna i niszczycielska powieść, która z czasem złamała mi serce sprawiła, że poczułam że ci piękni ludzie, którzy odeszli przez tę straszliwą chorobę, byli moimi przyjaciółmi. Jest to również książka o stracie, ale także o poczuciu ciągłości poprzez opowiadane przez nas historie, poprzez ich opowiadających i lekcje, które z tych opowieści wyciągamy. To powieść, którą będę nosić w swoim sercu przez długi, długi czas.
5

Kryminał na talerzu

07.07.2020

„Wierzyliśmy jak nikt” Rebecci Makkai to pierwsza książka pisarki jaka została przetłumaczona na język polski. Zaliczana jest do literatury pięknej,
zdobyła nominację do Nagrody Pulitzera i National Book Award. Aż dziwne, że nie wygrała! To niesamowita proza, głęboka, piękna i przejmująca, napisana językiem tak prostym i naturalnym, że trafia prosto w serce. Opowiada o ważnych mementach w historii: w latach 80tych XX wieku o wybuchu epidemii AIDS, gdy środowiska homoseksualne były za nią piętnowane i w 2015 roku, gdy w Paryżu dochodzi do zamachów terrorystycznych, a także gdzieś pomiędzy o czasach wojennych, w okolicach II wojny światowej. Wszystko to toczy się w środowisku otoczonym sztuką, artystami i po prostu osobami bardzo wrażliwymi i otwartymi na piękno. Ja jestem książką oczarowana, to ile tematów i uczuć porusza, to wręcz przechodzi moje pojęcie. Mocno doceniam też to jak autorka musiała się napracować, by tak świetnie oddać tło historyczne wydarzeń, jak i samo wydanie książki – Wydawnictwo Poznańskie zrobiło kawał dobrej roboty! Ogólnie jest to jedna z tych książek, o której cokolwiek by się napisało, to i tak będzie za mało – trzeba ją po prostu przeczytać i przeżyć. Gorąco polecam!
3

strangeerecenzuje

20.05.2020

Miałam ogromne oczekiwanie co do tej książki; na Instagramie było jej wszędzie pełno, a głosy zachwytu tylko podsycały moją chęć
sięgnięcia po tę książkę. I niestety jak to często bywa w podobnych sytuacjach; zawiodłam się. Oczekiwałam książki pełnej wzruszeń, która mnie dotknie, niestety nic z tego się nie wydarzyło, a czytanie tej historii poważnie mnie zmęczyło. Trudno w kilku zdaniach określić fabułę tej książki. Przeplatają się dwie historie; jedna osadzona w latach osiemdziesiątych, gdzie poznajemy grupkę przyjaciół, którzy zmagają się nie tylko z brakiem akceptacji społeczeństwa, ale również z panującym wirusem, który po kolei zabija każdego. Druga historia przenosi nas w 2015 rok, gdzie Fiona - siostra jednego z przyjaciół, rozpoczyna poszukiwania swojej córki, która całkowicie zerwała kontakt z matką. Dzięki temu możemy zobaczyć, jak potoczyły się losy tych, którzy w latach osiemdziesiątych zdołali przetrwać. Zacznę od tego, że według mnie rozdziały osadzone w 2015 roku można było sobie spokojnie darować. Mnie przeważnie nudziły, wybijały z rytmu i zdecydowanie bardziej podobałaby mi się ta opowieść bez wspomnianej historii. Fakt, fajnie było zobaczyć kim stała się po latach Fiona czy Richard, jak tamte wydarzenia ich zmieniły, jakie zostawiły blizny i jak udało im się ułożyć życie, mimo to historia ta nie przypadła mi do gustu. "(...) każdy dzień dostarczał mu dowodów na to, że życie jest krótkie, że nie ma sensu odkładać niczego na przyszłość kosztem chwili obecnej." Jestem w stanie dostrzec piękno tej książki. Trudna miłość, przyjaźń, walka o akceptacje i przymus zmierzenia się ze śmiercią niemal wszystkich bliskich ci osób. Wiele trudnych wyborów i wewnętrzna walka bohatera ze swoimi myślami. Nadal jednak to nie było nic "WOW", nic specjalnego. Nieśpiesznie płynąca akcja, czasami przydługie opisy, a nawet całkiem nudne rozdziały. Myślę, że spokojnie można było zrobić z tego o połowę krótszą powieść, a byłaby dużo ciekawsza i płynniejsza. Totalnie mi smutno, że dla mnie ta książka okazała się takim nietrafionym tytułem. Oczekiwałam czegoś, co zwali mnie z nóg, a dostałam książkę, która potrafiła być piękna, a jednocześnie tak nużąca, że musiałam przerywać jej czytanie inną książką. Przeczytałam, a właściwie zmęczyłam tę książkę, odkładam ją na półkę i tyle po niej zostało. Nie wyryła mi się w sercu, nie mam kaca książkowego, nie myślę o tej historii na okrągło. Pozaznaczałam w niej mimo wszystko kilka urzekających cytatów, więc pewnie to będzie jedyny powód, dla którego do niej wrócę w przyszłości - aby przejrzeć te zaznaczone fragmenty. Jestem w stanie zrozumieć, dlaczego dla niektórych jest takim objawieniem, jednak książka zdecydowanie nie jest dla każdego.
5

Jolanta Bugała-Urbańska

11.05.2020

Trafiliście na książki, po lekturze których trudno było Wam otrząsnąć się przez wiele dni, tak wielkie i głębokie emocje wzbudziły?
Przy których zdawaliście sobie sprawę, że trudno, ba, wręcz niemożliwe będzie ubrać w słowa Wasz zachwyt? Taką książką okazała się dla mnie ta wielowątkowa opowieść o niespełnionej miłości i prawdziwej przyjaźni przeplatanych bólem, tęsknotą i niewyobrażalną samotnością. Opowieść o ludziach, których walka z góry była skazana na porażkę. Autorka wprowadza nas w klimat Chicago lat osiemdziesiątych, w którym AIDS zbiera śmiertelne żniwo. Równolegle odwiedzamy współczesny Paryż, gdzie po latach powstaje wystawa fotografii z tamtych tragicznych czasów. Oba wątki łączą osoby głównych bohaterów, Yale'a i Fiony. Bohaterów tak realnych, że wraz z nimi przeżywamy i współodczuwamy, kochamy i cierpimy, żyjemy i umieramy. Z nie mniejszym zaangażowaniem śledziłam wątki, które uznałam za poboczne, choć niesamowicie ważne, jak choćby fascynująca historia wystawienia dzieł sztuki, czy poszukiwania zaginionej córki. Historie te sprawiają, że powieść jest pełna i nasycona, a wszystkie jej elementy łączą się w cudownie spójne dzieło. Nie znajdziecie tu krztyny egzaltacji, czy epatowania tragedią i sensacją. W stylu autorki wyczuwa się ciepło i ogromną wrażliwość z wyraźną nutą melancholii. Powieść pochłania bez reszty zostawiając po sobie wyrwę w sercu i olbrzymi smutek. To powieść ważna, prawdziwa i wzruszająca. Na pewno do niej wrócę.
5

Jolanta Bugała-Urbańska

11.05.2020

Trafiliście na książki, po lekturze których trudno było Wam otrząsnąć się przez wiele dni, tak wielkie i głębokie emocje wzbudziły?
Przy których zdawaliście sobie sprawę, że trudno, ba, wręcz niemożliwe będzie ubrać w słowa Wasz zachwyt? Taką książką okazała się dla mnie ta wielowątkowa opowieść o niespełnionej miłości i prawdziwej przyjaźni przeplatanych bólem, tęsknotą i niewyobrażalną samotnością. Opowieść o ludziach, których walka z góry była skazana na porażkę. Autorka wprowadza nas w klimat Chicago lat osiemdziesiątych, w którym AIDS zbiera śmiertelne żniwo. Równolegle odwiedzamy współczesny Paryż, gdzie po latach powstaje wystawa fotografii z tamtych tragicznych czasów. Oba wątki łączą osoby głównych bohaterów, Yale'a i Fiony. Bohaterów tak realnych, że wraz z nimi przeżywamy i współodczuwamy, kochamy i cierpimy, żyjemy i umieramy. Z nie mniejszym zaangażowaniem śledziłam wątki, które uznałam za poboczne, choć niesamowicie ważne, jak choćby fascynująca historia wystawienia dzieł sztuki, czy poszukiwania zaginionej córki. Historie te sprawiają, że powieść jest pełna i nasycona, a wszystkie jej elementy łączą się w cudownie spójne dzieło. Nie znajdziecie tu krztyny egzaltacji, czy epatowania tragedią i sensacją. W stylu autorki wyczuwa się ciepło i ogromną wrażliwość z wyraźną nutą melancholii. Powieść pochłania bez reszty zostawiając po sobie wyrwę w sercu i olbrzymi smutek. To powieść ważna, prawdziwa i wzruszająca. Na pewno do niej wrócę.
5

Jolanta Bugała-Urbańska

11.05.2020

Trafiliście na książki, po lekturze których trudno było Wam otrząsnąć się przez wiele dni, tak wielkie i głębokie emocje wzbudziły?
Przy których zdawaliście sobie sprawę, że trudno, ba, wręcz niemożliwe będzie ubrać w słowa Wasz zachwyt? Taką książką okazała się dla mnie ta wielowątkowa opowieść o niespełnionej miłości i prawdziwej przyjaźni przeplatanych bólem, tęsknotą i niewyobrażalną samotnością. Opowieść o ludziach, których walka z góry była skazana na porażkę. Autorka wprowadza nas w klimat Chicago lat osiemdziesiątych, w którym AIDS zbiera śmiertelne żniwo. Równolegle odwiedzamy współczesny Paryż, gdzie po latach powstaje wystawa fotografii z tamtych tragicznych czasów. Oba wątki łączą osoby głównych bohaterów, Yale'a i Fiony. Bohaterów tak realnych, że wraz z nimi przeżywamy i współodczuwamy, kochamy i cierpimy, żyjemy i umieramy. Z nie mniejszym zaangażowaniem śledziłam wątki, które uznałam za poboczne, choć niesamowicie ważne, jak choćby fascynująca historia wystawienia dzieł sztuki, czy poszukiwania zaginionej córki. Historie te sprawiają, że powieść jest pełna i nasycona, a wszystkie jej elementy łączą się w cudownie spójne dzieło. Nie znajdziecie tu krztyny egzaltacji, czy epatowania tragedią i sensacją. W stylu autorki wyczuwa się ciepło i ogromną wrażliwość z wyraźną nutą melancholii. Powieść pochłania bez reszty zostawiając po sobie wyrwę w sercu i olbrzymi smutek. To powieść ważna, prawdziwa i wzruszająca. Na pewno do niej wrócę.
5

Jolanta Bugała-Urbańska

11.05.2020

Trafiliście na książki, po lekturze których trudno było Wam otrząsnąć się przez wiele dni, tak wielkie i głębokie emocje wzbudziły?
Przy których zdawaliście sobie sprawę, że trudno, ba, wręcz niemożliwe będzie ubrać w słowa Wasz zachwyt? Taką książką okazała się dla mnie ta wielowątkowa opowieść o niespełnionej miłości i prawdziwej przyjaźni przeplatanych bólem, tęsknotą i niewyobrażalną samotnością. Opowieść o ludziach, których walka z góry była skazana na porażkę. Autorka wprowadza nas w klimat Chicago lat osiemdziesiątych, w którym AIDS zbiera śmiertelne żniwo. Równolegle odwiedzamy współczesny Paryż, gdzie po latach powstaje wystawa fotografii z tamtych tragicznych czasów. Oba wątki łączą osoby głównych bohaterów, Yale'a i Fiony. Bohaterów tak realnych, że wraz z nimi przeżywamy i współodczuwamy, kochamy i cierpimy, żyjemy i umieramy. Z nie mniejszym zaangażowaniem śledziłam wątki, które uznałam za poboczne, choć niesamowicie ważne, jak choćby fascynująca historia wystawienia dzieł sztuki, czy poszukiwania zaginionej córki. Historie te sprawiają, że powieść jest pełna i nasycona, a wszystkie jej elementy łączą się w cudownie spójne dzieło. Nie znajdziecie tu krztyny egzaltacji, czy epatowania tragedią i sensacją. W stylu autorki wyczuwa się ciepło i ogromną wrażliwość z wyraźną nutą melancholii. Powieść pochłania bez reszty zostawiając po sobie wyrwę w sercu i olbrzymi smutek. To powieść ważna, prawdziwa i wzruszająca. Na pewno do niej wrócę.
5

Jolanta Bugała-Urbańska

11.05.2020

Trafiliście na książki, po lekturze których trudno było Wam otrząsnąć się przez wiele dni, tak wielkie i głębokie emocje wzbudziły?
Przy których zdawaliście sobie sprawę, że trudno, ba, wręcz niemożliwe będzie ubrać w słowa Wasz zachwyt? Taką książką okazała się dla mnie ta wielowątkowa opowieść o niespełnionej miłości i prawdziwej przyjaźni przeplatanych bólem, tęsknotą i niewyobrażalną samotnością. Opowieść o ludziach, których walka z góry była skazana na porażkę. Autorka wprowadza nas w klimat Chicago lat osiemdziesiątych, w którym AIDS zbiera śmiertelne żniwo. Równolegle odwiedzamy współczesny Paryż, gdzie po latach powstaje wystawa fotografii z tamtych tragicznych czasów. Oba wątki łączą osoby głównych bohaterów, Yale'a i Fiony. Bohaterów tak realnych, że wraz z nimi przeżywamy i współodczuwamy, kochamy i cierpimy, żyjemy i umieramy. Z nie mniejszym zaangażowaniem śledziłam wątki, które uznałam za poboczne, choć niesamowicie ważne, jak choćby fascynująca historia wystawienia dzieł sztuki, czy poszukiwania zaginionej córki. Historie te sprawiają, że powieść jest pełna i nasycona, a wszystkie jej elementy łączą się w cudownie spójne dzieło. Nie znajdziecie tu krztyny egzaltacji, czy epatowania tragedią i sensacją. W stylu autorki wyczuwa się ciepło i ogromną wrażliwość z wyraźną nutą melancholii. Powieść pochłania bez reszty zostawiając po sobie wyrwę w sercu i olbrzymi smutek. To powieść ważna, prawdziwa i wzruszająca. Na pewno do niej wrócę.
5

Jolanta Bugała-Urbańska

11.05.2020

Trafiliście na książki, po lekturze których trudno było Wam otrząsnąć się przez wiele dni, tak wielkie i głębokie emocje wzbudziły?
Przy których zdawaliście sobie sprawę, że trudno, ba, wręcz niemożliwe będzie ubrać w słowa Wasz zachwyt? Taką książką okazała się dla mnie ta wielowątkowa opowieść o niespełnionej miłości i prawdziwej przyjaźni przeplatanych bólem, tęsknotą i niewyobrażalną samotnością. Opowieść o ludziach, których walka z góry była skazana na porażkę. Autorka wprowadza nas w klimat Chicago lat osiemdziesiątych, w którym AIDS zbiera śmiertelne żniwo. Równolegle odwiedzamy współczesny Paryż, gdzie po latach powstaje wystawa fotografii z tamtych tragicznych czasów. Oba wątki łączą osoby głównych bohaterów, Yale'a i Fiony. Bohaterów tak realnych, że wraz z nimi przeżywamy i współodczuwamy, kochamy i cierpimy, żyjemy i umieramy. Z nie mniejszym zaangażowaniem śledziłam wątki, które uznałam za poboczne, choć niesamowicie ważne, jak choćby fascynująca historia wystawienia dzieł sztuki, czy poszukiwania zaginionej córki. Historie te sprawiają, że powieść jest pełna i nasycona, a wszystkie jej elementy łączą się w cudownie spójne dzieło. Nie znajdziecie tu krztyny egzaltacji, czy epatowania tragedią i sensacją. W stylu autorki wyczuwa się ciepło i ogromną wrażliwość z wyraźną nutą melancholii. Powieść pochłania bez reszty zostawiając po sobie wyrwę w sercu i olbrzymi smutek. To powieść ważna, prawdziwa i wzruszająca. Na pewno do niej wrócę.

Podsumowanie

1
x0
2
x0
3
x1
4
x1
5
x13
4,92

Bestsellery