Tycipaństwa. Księżniczki, bitcoiny i kraje wymyślone

Autor: Maciej Grzenkowicz

Seria: Seria reporterska

Dane podstawowe

  • Data premiery: 2021-05-19
  • Oprawa: zintegrowana
  • ISBN: 9788366839144
Cena:
44,90 zł
Produkt dostępny

Opis książki

W 1967 r. Roy Bates, emerytowany brytyjski oficer, zajął opuszczoną platformę przeciwlotniczą na wodach międzynarodowych, a następnie nazwał ją Sealandią i ogłosił się jej księciem.
W 1996 r. artysta Lars Vilks nazwał skrawek szwedzkiego wybrzeża Ladonią, tworząc swoje państwo dzieło sztuki, którego hymnem jest odgłos kamienia wpadającego do wody.
W 2013 r. pewna dziewczynka z Virginii, Emily, zapytała tatę, czy mogłaby zostać prawdziwą księżniczką. Pół roku później jej tata utworzył na pustyni Królestwo Północnego Sudanu, a swoją córkę uczynił księżniczką.
W 2016 r. Mieszko Makowski założył Królestwo Kabuto. Jego terytorium mieści się na działce pod Radomiem. Król Mieszko był rozczarowany Polską, więc stworzył państwo, w którym wartością nadrzędną jest absolutna wolność.
To tylko przykłady kilku mikronacji – współczesnych tworów parapaństwowych – i ich pomysłodawców opisanych w tej niezwykłej książce. Bohaterowie Macieja Grzenkowicza to zapaleńcy, idealiści, outsiderzy, którym obecna oferta państwowa nie odpowiada, dlatego tworzą swoje. Swoje tycipaństwa.

O autorze

Dane szczegółowe

Data premiery: 2021-05-19
Oprawa: zintegrowana
ISBN: 9788366839144

Opinie

5

Anika Petryna

28.05.2021

Dopóki nie przeczytałam książki „Tycipaństwa. Księżniczki, bitcoiny i kraje wymyślone” Macieja Grzenkowicza, nie miałam pojęcia o istnieniu czegoś takiego jak mikronacja. Byłam zdziwiona, że nawet w Polsce istnieje taki parapaństwowy twór, a jest nim Królestwo Kabuto założone w 2016 roku przez Mieszka Makowskiego na niewielkim obszarze, a konkretnie działce pod Radomiem. Jak pewnie zauważyliście już samo imię założyciela, w tym wypadku króla przywodzi na myśl początki państwa polskiego, to naprawdę ciekawy zbieg okoliczności. Maciej Grzenkowicz w swojej książce skupia się na kilku mikronacjach rozsianych po świecie, większość z nich odwiedził i rozmawiał z założycielami oraz obywatelami. Wydawałoby się, że ich powstanie to jedynie forma manifestacji, czy też zwykła fanaberia, ale nic z tych rzeczy. Pomysłodawcy, czyli prawdziwi idealiści, outsiderzy, marzyciele naprawdę wierzą w sens istnienia swoich tycipaństw i robią wszystko, by te zostały uznane na arenie międzynarodowej ( wciąż jednak bezskutecznie ) i mogły przynieść swoim obywatelom wiele dobrego, poprawić ich życie oraz zaoferować to, czego nie są w stanie zapewnić prawdziwe kraje. Wszystkie przedstawione w książce historie wybranych mikronacji są naprawdę fascynujące, zaskakujące, często brzmią wręcz nieprawdopodobnie. Ich założyciele i obywatele, z którymi Maciej Grzenkowicz rozmawiał, to nietuzinkowe postaci, które mają fantazję, są zdeterminowane i wierzą w to, co robią. Choć część z tych parapaństw kompletnie nie powinna mieć racji bytu, wbrew wszystkiemu istnieją, oczywiście w tym wypadku jest to pojęcie względne, bo istnienie oznacza, że wszyscy je uznają i przyjmują do wiadomości, a tutaj nie do końca tak jest. To tak jakby w tej naszej szarej rzeczywistości działa się magia, którą tylko nieliczni dostrzegają i chcą być jej częścią. Trudno też ocenić, czy Ci ludzie, a mam tu na myśli zarówno założycieli jak i obywateli, są wiarygodni, czy powinno brać się ich na poważnie. Myślę, że dla nich to właściwie nie ma znaczenia, czy zostaną zaakceptowani przez wszystkich, wystarczy, że znajdą się nieliczni, którzy uwierzą w ideę mikronacji i dołączą do nich. Przeczytałam tę książkę jednym tchem i myślę, że na pewno duża zasługa w tym autora, bo ma lekkie pióro i można dostrzec gołym okiem jego usilne staranie, by znaleźć sens w tym wszystkim. Ta publikacja jest napisana z pasją i o tyle wiarygodna, że autor odwiedził praktycznie wszystkie z opisywanych mikronacji i oddał głos zarówno konkretnym osobom, jak i sam podzielił się swoimi przemyśleniami. Mamy okazję razem z nim wniknąć do środka i poczuć się przez chwilę częścią tego wszystkiego, dotknąć idei wolności, która przyświeca każdemu tycipaństwu, łatwiej też wtedy dostrzec wady i zalety bycia jego obywatelem. Kto wie, być może kogoś z Was ta książka zainspiruje do działania, do założenia własnej mikronacji? Szczerze mówiąc, patrząc na to, co się wyrabia w naszym kraju, sama powinnam się zastanowić nad ucieczką i znalezieniem spokojnej przystani w jakimś tycipaństwie, najlepiej położonym wysoko w górach z dala od polskiej polityki.
5

Katarzyna wogrodzieliter

27.05.2021

Tycipaństwa - a co to takiego? Kim są ich założyciele - marzyciele, idealiści, ekscentrycy, a może pragmatyczni wizjonerzy? Czy udało im się urzeczywistnić swoje założycielskie plany? I jak właściwie wygląda życie w tycipaństwie? Maciej Grzenkowicz, student i reporter, postanowił zgłębić temat i opowiedzieć nam więcej, dzieląc się tym samym swoją wieloletnią fascynacją. Przygotowując materiał do reportażu, odbył liczne podróże do wspomnianych w książce mikronacji, by na własne oczy przekonać się, jak funkcjonują oraz by porozmawiać z ich założycielami i mieszkańcami. "Tycipaństwa" były dla mnie jak powiew świeżości, ciekawostka, która bawi i zadziwia, ale jednocześnie mówi sporo o współczesnym świecie i ludziach - ich marzeniach, ambicjach i dążeniach. Wśród historii osnutych nutą absurdu, ekscentryzmu i groteski możemy znaleźć fundamentalne kwestie dotyczące państwowości, potrzeby samostanowienia, wolności i odrębności. Jeżeli macie ochotę na reportaż w wersji light na nietypowy temat, polecam. W końcu jak twierdzi sam autor - "przekraczanie granic jest aktem magicznym". W przypadku tajemniczych i nierzadko trudno dostępnych tycipaństw magia działa podwójnie ;)
4

Urszula Gałaszewska

24.05.2021

Maciej Grzenkowicz "Tycipaństwa" Księżniczki, bitcoiny i kraje wymyślone, "A może by tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady?" Nie raz pewnie zdarzało się Wam, mi z resztą również, wypowiedzieć te słowa. Zatrzasnąć za sobą drzwi, ruszyć w drogę, aby w konsekwencji zaszyć się gdzieś z dala od cywilizacji, ludzi i nadmiaru bodźców, którymi raczy współczesny świat. Po co jednak wyruszać w Bieszczady, kiedy równie dobrze można też kupić albo zagospodarować posiadany kawałek ziemi i... założyć swoje państwo. Okazuje się bowiem, że nie jest to wcale takie skomplikowane. Nawet jeśli wieki temu budowanie państwowości czy organizacja kraju, mogły nastręczać problemów wielu władcom, dziś tak naprawdę wystarczy odrobina ziemi i dobre chęci. A obywatele czy potrzebne do rządzenia pieniądze zawsze się znajdą. Dla jednych będzie to romantyczne posiadanie swojego kawałka ziemi i poczucie niezależności, dla innych - biznesowe przedsięwzięcie. O ile separatystyczne idee są mi znane, to o współczesnym tworzeniu od podstaw swojego autonomicznego skrawka ziemi i przekształcaniu go w twór mający przypominać państwo, z wieloma, a czasem nawet ze wszystkimi jego elementami, słyszę po raz pierwszy. Lojalnościowy program przyznawania obywatelstwa na podstawie zebranych punktów w Północnym Sudanie, możliwość używania miękkich narkotyków w Christianii, własna bitcoinowa waluta w wielu z nich, będący pod szczególną opieką policyjną Lars, twórca drewnianej konstrukcji, która zapoczątkowała Ladonię czy wreszcie Kabuto założone przez Mieszka (imię zobowiązuje) na działce pod Radomiem. To tylko pojedyncze przykłady, ponieważ tycipaństw (swoją drogą to określenie jest urocze) jest dużo, dużo więcej. Trochę wymęczyła mnie forma tego reportażu, jej bardzo szczegółowe, nieco wikipediowe informacje, tym trudniejsze do zapamiętania, bo dotyczące często miejsca, ludzi i dat o których nie miałam pojęcia. Powodowało to, że idee przyświecające utworzeniu i istnieniu każdego z tycipaństw, ginęły gdzieś pomiędzy nadmiarem innych wiadomości. Nieco mi to przeszkadzało. Z radością pochylam się jednak nad ideą tych opowieści. O wielkich, ale też mniejszych sprawach podnoszonych na mikroskopijnych obszarach. O dążeniu do wolności, wspólnocie ludzi, spełnianiu marzeń, ale również o przesłankach zupełnie egoistycznych, które prowadzą do kreowania własnego kawałka świata. Nie dziwi mnie również, że ich pomysłodawcy nie mają większych problemów w znajdowaniu dodatkowych źródeł finansowania swoich idei. Czy to wszystko wynika rzeczywiście z potrzeby samostanowienia i suwerenności? Jest jedynie mrzonką? Dążeniem do zdobycia popularności? Projektem artystycznym? A może chodzi tylko o kasę? Odpowiedzi są zapewne różne. Ogromnie żałuję, że idea tak interesującej i nowatorskiej tematyki jaką jest pokazanie współczesnych tworów aspirujących do bycia państwami, nie poszła w parze z porywającym tekstem. Gdyby tak było, ten reportaż mógłby stanowić istną petardę. I jeszcze jedno. Szkoda, że "Tycipaństwa" nie są ilustrowane zdjęciami. Nie mogąc tam pojechać, kusi ogromnie, żeby spojrzeć na tak interesującą ideę również oczami kogoś, kto miał możliwość odwiedzić przynajmniej niektóre z mikronacji. Na szczęście trochę fotografii zrobionych przez autor podczas podróży po tycipaństwach, można zobaczyć na jego instagramowym profilu.

Podsumowanie

1
x0
2
x0
3
x0
4
x1
5
x2
4,67