Aktualności

Przeczytaj wstęp do
31.07.2020

Przeczytaj wstęp do "Poparzonego dziecka" Stiga Dagermana autorstwa Pera Olova Enquista

Nasza najnowsza książka w Serii Dzieł Pisarzy Skandynawskich to szwedzka klasyka: „Poparzone dziecko” Stiga Dagermana powstało w latach 40. XX wieku. To powieść, która podzieliła krytyków na dwa obozy. Jedni uznali ją za arcydzieło, inni podkreślali nadmiar psychoanalizy. „Poparzone dziecko” kipi od uczuć, emocji i napięć. To rozdzierająco smutna opowieść o namiętności, nienawiści i lęku. Przeczytajcie wstęp uznanego szwedzkiego pisarza Pera Olova Enquista, który świetnie wprowadza nas w klimat powieści oraz przybliża postać Stiga Dagermana. Tłumaczką wstępu, jak i powieści Dagermana jest Justyna Czechowska. 

Przedmowa do powieści „Poparzone dziecko”

Poparzone dziecko to pierwsza książka Stiga Dagermana, którą przeczytałem — zdaje się, że było to w roku 1949. Zachwyciła mnie i przez długi czas wszystkie szkolne wypracowania pisałem rytmem, który, jak sobie wyobra- żałem, należał do niego. Potem przeczytałem wszystko, co napisał, ale nic nie było takie, jak Poparzone dziecko.

Co takiego osobliwego było w tej powieści o młodym mężczyźnie, który wchodzi w miłosną relację z nową żoną swojego ojca? Przecież to żadna pornografia. I dla- czego właśnie ta jego powieść podzieliła i nadal dzieli krytyków na dwa obozy? Olof Lagercrantz prawie o niej nie wspomina w swej klasycznej już książce o Dagerma- nie. Zbyt dużo Edypa, psychoanalizy i Freuda, mawiano.

Sześćdziesiąt lat później nadal tego nie widzę. Mu- siałem coś przeoczyć. Czytałem, i czytam, wyjątkowo realistyczną, czystą i poruszającą historię o młodym człowieku, który sugestywnie przypomina moje własne zwykłe ja. Wciąż nie rozumiem. Przecież to Czyste Arcydzieło.

Stig Dagerman miał krótkie życie, jeszcze krótsze było jego życie twórcze. Z obliczeń wychodzą mi trzy lata i jedenaście miesięcy.

Debiutuje w listopadzie 1945 roku książką Ormen (Żmija) — tam ustawiamy początek. W 1946 roku jesie- nią ukazuje się Wyspa skazańców (wyd. pol.: tłum. Anna Topczewska, PIW, 2010), potężna, symboliczna powieść, która oczarowała krytykę, „latająca forteca problemów lat czterdziestych”; później, w tym samym roku, zbiór opowiadań Nattens lekar (Nocne zabawy). Wszyscy o nim mówią, jest geniuszem dekady. Jesienią 1946 roku od dwóch miesięcy przebywa w zbombardowanych i cier- piących głód Niemczech, na zlecenie gazety „Expressen”; pisze o tym, co widzi. Ten reportaż ukaże się wiosną 1947 roku w formie książki zatytułowanej Niemiecka jesień (wyd. pol.: tłum. Irena Kowadło-Przedmojska, Czarne, 2012).

Następną książką, którą pisze, latem 1948 roku, jest Poparzone dziecko. Odbywa się to w bardzo szybkim tempie, cała powieść w sześć tygodni. Warto odnotować odstęp czasowy od zakończenia niemieckiej ekspedycji do momentu, gdy znów pisze. Czarna dziura. Przez półtora roku nic. Ale przecież nie ma czasu! Jego życie twórcze jest tak krót- kie! Mniej niż cztery lata! Dlaczego robi przerwę w tym desperacko produktywnym czasie i co takiego się dzieje? Pozornie nic. Wielki sukces niemieckiego reportażu, który do dziś pozostaje międzynarodowym klasykiem, ponieważ nikt inny nie chciał się zająć potworną rze- czywistością przegranych niemieckich cywilów, sprawia, że gazeta „Expressen” znajduje dla niego nowe zadanie. Miał pojechać do Francji i napisać… no właśnie, co? Francuską jesień? Uzupełnienie Strindbergowskiego Wśród chłopów francuskich? Ale Francja to nie Niemcy, Francja była krajem za- mkniętym, no i zwycięzcą. Sukcesu nie dało się powtó- rzyć, Dagerman mówił świetnie po niemiecku, ale słabo po francusku.

Francja jest jak zamknięta muszla, Dagerman włóczy się po francuskiej wsi, rośnie poczucie winy i rosną zaliczki. Nie dostarcza żadnych tekstów. Jest przecież wysłannikiem, przyjął zaliczkę, ale nie dostarcza. Wiosna jest okropna. Ale jest jeszcze coś, co powoduje różnicę. W czym problem? Jest w środku swego pisarskiego życia. To życie skończy się bowiem dziesiątego paź- dziernika 1949 roku; zamknie wówczas swą ostatnią powieść — Weselne kłopoty (wyd. pol.: tłum. Maria Olszań- ska, Wydawnictwo Poznańskie, 1978). Potem jego kreatywność twórcza właściwie ustaje. Fizycznie ma jednak przed sobą jeszcze pięć lat, zanim popełni samobójstwo; ale nie potrafi już pisać. Tak więc: trzy lata i jedenaście miesięcy jako tworzący pisarz. Więcej nie będzie.

Ale co takiego wydarzyło się między grudniem 1946 roku, kiedy wraca z Niemiec, a lipcem 1948, gdy zaczyna pisać Poparzone dziecko i kończy je w sześć tygo- dni? Z jakiego powodu jego styl się zmienia, oddala od uznanych przez krytyków abstrakcji z symbolicznymi postaciami z Wyspy skazańców, i latem 1948 roku po- wstaje ta dręcząco realistyczna cienkoskórna proza? Czy to rzeczywistość go dopadła, tak że przystanął, niemal sparaliżowany?

We wstępie do książki Stig Dagerman. Brev (Stig Dagerman. Listy) Lasse Bergström zwraca uwagę na coś, co wydaje mi się istotne i co zaważy na całej dalszej twórczości Stiga Dagermana. Tej, która mu jeszcze została. „To   oczywiste,   że    niemieckie    doświadczenie z 1946 roku jest punktem zwrotnym. Później nie potrafi już wykreować  wewnętrznego  lęku  z  taką  wolnością  i pewnością, jak w Ormen czy Wyspie skazańców. Jego dzieło przybliża się do zewnętrznej rzeczywistości, jak  w powieści Poparzone dziecko. Zdaje się anektować nowe literackie obszary, ale w tym procesie lęk, który wcześniej miał w jego dziele całkowitą swobodę, zamyka się w jego piersi niczym czarny drapieżnik”.

A może, innymi słowy: teoretyczny lęk lat czterdziestych został zweryfikowany w rzeczywistości. To, co Dagerman zobaczył w Niemczech jesienią 1946 roku, to resztki zbombardowanej europejskiej kultury, krajobraz, gdzie w ostatnim roku wojny 660 000 cywilów, mężczyzn, kobiet i dzieci, zgładziły naloty dywanowe. Zobaczył stan apatii, rezygnacji i winy, niebędący efektem intelek- tualnych rozmyślań, lecz — tak, jako zwykłą rzeczywistość. Dwudziestotrzyletni pisarz zostaje przeniesiony ze szwedzkich rozważań lat czterdziestych, krążących wokół egzystencjalnego lęku, poczucia winy i odpowiedzialno- ści, do świata, gdzie ludzie umierają z głodu w ruinach i raczej nie mają siły stawiać pełnych lęku pytań o sens życia. Albo o winę. Identyfikuje się z przegranymi, zawsze przychodziło mu to z łatwością. W dodatku jest teraz mężem młodej Niemki, uciekinierki z reżimu nazistów: ona i jej rodzice przekazali Stigowi Dagermanowi „klucze do rozmów” z ich żyjącymi w Niemczech krewnymi, ale oni również nie mieli żadnych prostych odpowiedzi na pytania o winę i odpowiedzialność.

Ten skok — od bycia twórcą „latającej fortecy problemów lat czterdziestych” do obserwatora wśród gruzów europejskiego cierpienia w Berlinie, będących zresztą także pokłosiem latających fortec — był ogromny. Prawie nie dał mu rady. Dostaje przesyłki z fantastycznymi recenzjami Wyspy skazańców, przebywa w Zagłębiu Ruhry, na moment zapomina  o  głodzie  i  beznadziei  i  pisze  w odpowiedzi: „Chciałem umrzeć ze wstydu — ale i to nie wyszło”.

O kolejnych latach napisze później do swego wydawcy, że „po Niemczech stracił radość pisania”. Ale nie tylko to. „Może to ten idiotyczny rok we Francji tak mnie spustoszył. Gonienie z miejsca na miejsce z dzien- nikarskim dyktatem na tylnym siedzeniu i maszyną do pisania w bagażu, która wkrótce stała się tak ciężka od niepowodzeń, że ledwo mogłem ją unieść. Gdzież ta droga, której wszędzie szukam?”

W końcu się poddaje, zawiadamia gazetę, że rok francuskich ambicji nie przyniósł żadnych efektów poza po- czuciem winy, zamyka się na wsi w Bretanii i w sześć tygodni pisze to, co będzie jego najspójniejszą, najprostszą i najbardziej poruszającą powieścią, która teraz, po sześć- dziesięciu latach, wciąż jest czytana na całym świecie, tak naprawdę jako jedyne szwedzkie dzieło lat czterdziestych. Prosta opowieść o rodzinie z dzielnicy Söder w Sztokholmie. Prosta opowieść o młodym zdrajcy, pełen lęku autoportret napisany przez dwudziestopięcioletniego cienkoskórnego pisarza, który nie umie sprostać rozczarowaniu sobą i światem, oczekiwaniom i uznaniu jego geniuszu — bardzo możliwe, że część tego niesłychanego napięcia w powieści wynika z faktu, że wszystko w jego życiu się załamuje. I że on, pisząc tę swoją najbardziej osobistą powieść, wcale nie musiał opierać się na teoretycznej wiedzy na temat psychoanalizy, Freuda i kompleksu Edypa  —  że  przeżył  krótką intymną przygodę z teściową. Tą, która przyjechała z Niemiec z powodu hiszpańskiej wojny domowej i która — ona także — sporo go nauczyła o rzeczywistości poza literackim lękiem lat czterdziestych w Szwecji. W każdym razie powstało Poparzone dziecko.

Przez najbliższy rok jest wysyłany — zawsze ktoś go wysyła, często producent filmowy, który ma genialny pomysł na nowo mianowanego szwedzkiego geniusza. Wysyłają go statkiem do Australii. Żeby opisał warunki wygnania, czemu też nie daje rady. A zatem ostatnia po- wieść, Weselne kłopoty — skok na główkę w krainę dzieciństwa, historia spisana niemal w panice, jak burleska, jak groteskowa tragedia na wsi. Potem nic, przez pięć lat nic. Ciągle nowe projekty, przerywane po trzech stronach. Potem garaż, zamknięte drzwi i włączone auto. Tajemnica „Dagerman” nie ma prostego rozwiązania: dlaczego ta kariera tak zabłysła na chwilkę i dlaczego skończyła się po trzech latach i jedenastu miesiącach?

Można by powiedzieć: jego dwie ostatnie powieści opisują wewnętrzny upadek rodziny — a więc Poparzone dziecko, wioskę, w której dorastał — zatem Weselne kłopoty. Najpierw spojrzał do wnętrza, potem za siebie.

A potem koniec.

Kilka dni przed odebraniem sobie życia pisze w liście do zaniepokojonej przyjaciółki, która  być  może  coś podejrzewała: „Moje życie w pewnym sensie stanęło w martwym punkcie i nie wiem, jak mam się z tego wydostać. Nic już nie potrafię, pisać, śmiać się, mówić, czytać. Czuję się, jakbym był poza tą grą. Kiedy jestem  z ludźmi, zmuszam się, by słuchać tego, co mówią, tak by uśmiechać się we właściwych momentach. Kiedy ostatnio czytałem Wilka stepowego, uderzyło mnie, że mam tam krewnego, tzn. niekoniecznie tych, którzy odbierają sobie życie, ale którzy zawsze mają obok siebie śmierć, tak na wszelki wypadek, żeby móc z nią rozmawiać, mieć w niej nadzieję. Nie wiem, dlaczego żyję. Nie widzę końca nagromadzonych głupich dni.

U jakiegoś katolika przeczytałem o kimś, kto nikogo nie widział, ponieważ ukrywał się w świetle. Gdybyśmy tylko mieli takie światło, w którym można by się ukryć”.

Per Olov Enquist
(z języka szwedzkiego przełożyła Justyna Czechowska)