Aktualności

Idealna lektura na majówkę? Autorzy polecają!
28.04.2020

Idealna lektura na majówkę? Autorzy polecają!

Czy masz już czytelnicze plany na majówkę? Sięgniesz po klasykę czy głośną nowość? Dla wszystkich niezdecydowanych oraz tych, którzy chcą poszerzyć swoją listę #mustread, przygotowaliśmy coś specjalnego. Zapytaliśmy nasze autorki i naszych autorów serii reporterskiej, o książki idealne na leniwe majówkowe popołudnia. Co polecają? Przekonajcie się sami!

 

Joanna Szyndler

W majówkę (którą w tym roku chyba przegapię) skończę czytać przetłumaczoną niedawno na język polski książkę Jesmyn Ward „Zbieranie kości”. Jakiś czas temu zachwycałam się realizmem magicznym w „Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie” i wyczekiwałam kolejnej powieści Ward. Aby osłodzić sobie siedzenie w domu, na pewno sięgnę do przewodnika dla odkrywców przyrody „Na dworze”, Wydawnictwo Dwie Siostry. Oficjalnie kupiłam go dla syna, a tak naprawdę chyba bardziej dla siebie. Książka jest mądra, inspirująca i pięknie ilustrowana. Być może wrócę też do powieści Singera. Ostatnio w jednej rozmowie wspominałam, że był to mój ukochany autor z czasów studenckich. Może więc czas znów na „Cienie nad rzeką Hudson”?

 

Stasia Budzisz

Przede wszystkim chciałabym polecić mało znaną rosyjską powieść z początku XX wieku – „Mały Bies” Fiodora Sołoguba. To powieść kontrowersyjna o negatywnych stronach człowieczeństwa, o złu w czystej postaci. Z powieści współczesnych fascynuje mnie pióro Nino Haratischwili, autorki niedawno wydanych „Kotki i generała” oraz „Ósmego życia” – to mądre i dobre powieści. A reportaż? Reportaż to Tochman „Jakbyś kamień jadła” i Jagielski „Wieże z kamienia”. W poezji nie czuję się kompetentna. Osobiście majówkę spędzę z „Buntowniczkami” Charlotte Gordon w tłumaczeniu Pauliny Surniak.

 

Dionisios Sturis

Kiedy, jak nie teraz, wracać do ulubionych lektur? W pewnym sensie świat się zatrzymał, przybyło nam czasu, nie trzeba gonić. Nowe może zaczekać, nie ucieknie. Dlatego znów czytam książki mojej ulubionej pisarki Alice Munro – „Księżyce Jowisza”, „Coś, o czym chciałam ci powiedzieć”, „Jawne tajemnice” i inne. Opowiadania Munro to moja bezpieczna przystań.

W ramach powtórki z lektur przeczytałem ostatnio także genialną biografię „Kapuściński non-fiction” Artura Domosławskiego oraz „Prowadź swój pług przez kości umarłych” Olgi Tokarczuk (Janina Duszejko to idealna bohaterka na te trudne czasy), a także „Olive Kitteridge” Elizabeth Strout i wydaną niedawno (świetną!) kontynuację pierwszego tomu „Olive powraca”.  Z rzeczy nowych polecam znakomitą książkę Edwina Bendyka „W Polsce, czyli wszędzie”. Opowiada o tym, jak zbliżamy się do prawdziwego kryzysu, może nawet upadku, wobec którego miło będziemy wspominać czas pandemii. Bo może będzie dużo gorzej, niż jest. Poza tym czekam na kuriera z przesyłką z Polski – w pudle jest m.in: „Wierzyliśmy jak nikt” Rebekki Makkai, dwie książki Jacka Dukaja i „Bardzo zimna wiosna” – kryminał Katarzyny Tubylewicz.

 

Judyta Sierakowska

Ja teraz idę w to, czym żyję, a czego nie mogę robić – podróżowanie, odkrywanie nowych miejsc i ich historii. Czytajcie „Café Macondo. Reportaże z Kolumbii” Maćka Wesołowskiego czy „Szkielet białego słonia”, w którym Iza Klementowska przygląda się Mozambikowi – jednocześnie egzotycznemu azylowi i pułapce. „Po słowiczej podłodze” Lian Hearn to książka z wciągającą akcją w wyimaginowanym świecie, a jak oddaje zwyczaje, podziały i atmosferę feudalnej Japonii! „Piękno to bolesna rana” Eki Kurniawana to magiczna opowieść o brutalnym świecie, którego główną bohaterką jest… indonezyjska prostytutka.

Czas epidemii to czas zderzenia się z ułomnościami i ograniczeniami. Od ośmiu lat współpracuję ze Stowarzyszeniem Rodzin i Opiekunów Osób z Zespołem Downa „Bardziej Kochani”, z którym to wydaję książki chwytające za serce i dające siłę, którą czerpie się z inności. Jak choćby reportaże: „Pytania, których się nie zadaje. 12 reporterów. 12 ważnych odpowiedzi” czy „Lista obecności. Rozmowy z ojcami niepełnosprawnych dzieci” pod moją redakcją. Ojcowie – artyści, biznesmeni, naukowcy zupełnie w innych, trudnych rolach. To, w jaki sposób sobie radzą, jest i wsparciem, i porządną lekcją dla nas. Zwłaszcza teraz.

 

Nina Olszewska

Jeśli majówka, to podróże, a jeśli podróże, to tylko do Bułgarii na skrzydłach „Fizyki smutku”. Georgi Gospodinow wędruje między tym, co realne, a tym, co wyobrażone, między przeszłością a teraźniejszością, pewnością i przypuszczeniem. Jego opowieść nie ma początku ani końca, zlepiona jest z wielu bohaterów i wielu historii. Tytułowy smutek to raczej tęsknota za tym, co było lub co się nie wydarzyło.

 

Olga Wiechnik

Tak się złożyło, że od kilku miesięcy dawkuję sobie codziennie choć kilka z 1217 stron „Fantomu bólu. Reportaży wszystkich” Hanny Krall. I poza tym, że jest to pisanie doskonałe pod każdym względem, może to być także pewnego rodzaju szczepionka na „pozacovidowe” skutki pandemii. Uświadamia, a raczej przypomina, że najgorsze zło ludzie sami wyrządzają sobie nawzajem. Dziś, kiedy tak łatwo widzieć w innych potencjalne zagrożenie, kiedy jest nam do siebie coraz dalej, trzeba tym bardziej pielęgnować w sobie życzliwość. Bądźmy dla siebie nawzajem dobrzy. Bo tak łatwo przychodzi nam coś dokładnie odwrotnego.

 

Agata Romaniuk

Na majówkę polecam kilka pozycji klasyki, które odświeżyłam w ostatnich tygodniach, i dwie nowości. Po pierwsze wróciłam do „Wichrowych wzgórz” Emily Brontë, bo jest tam przestrzeń, przyroda, ponure wrzosowiska i wielka namiętność – wszystko to, czego trudno nam doświadczyć teraz w zamknięciu. Poza tym sięgnęłam po opowiadania Iwaszkiewisza i Henry’ego Jamesa, gdyż elegancja tej prozy przyniosła mi dużo spokoju. Z nowości: pochłonęłam „Wierzyliśmy jak nikt” Rebekki Makkai, wielką, epicką poruszającą powieść. I rzecz jak najbardziej współczesna na koniec, która niedługo ukaże się: „Przez” Zośki Papużanki, powieść o miłości i obsesji.